Dlaczego koszulki siatkarskie

Moja przygoda z siatkówką zaczęła się już w szkole podstawowej. Pamiętam jak będą w IV klasie wróciłam do domu z płaczem, bo na WF zaliczać mielimy zagrywkę sposobem górnym - a ja chuchro - nie miałam siły przebić piłki przez siatkę. Na pomoc przyszła mama - jak to zwykle, mama lekarstwem na cale zło - cały weekend ćwiczyła za mną przebijanie piłki przez furtkę na działce w podwarszawskich Ząbkach. Efekt był imponujący zaliczyłam sprawdzian z WF na 5. Na domiar wszystkiego tak spodobała mi się siatkówka, że pół roku później zaczęłam grać w reprezentacji szkoły i tak zostało do końca podstawówki. Siatkówką zaraziłam też moją siostrę i tak we 2 zaczęłyśmy naszą przygodę z Volleyballem. Grałyśmy w szkole i na podwórku - przez trzepak, bo przecież nie było innej możliwości. Nigdy nie trenowałam w żadnym klubie, ale mój zapał i uczestnictwo w szkolnych SKS pozwoliło mi poznać arkana sportu i zakochać się w tej dyscyplinie.


Moja siatkarska kariera była kontynuowana w liceum. Zamoyski również posiadał swoją reprezentację w piłkę siatkową i udało mi się dostać do szacownego grona zawodniczek Zamoyszczaka. Pamiętam, jakie oburzenie wśród koleżanek wywołały stroje zakupione przez szkołę, które składały się z koszulki i majtek siatkarskich. Przeżyłyśmy, a teraz wspominam to z ogromnym sentymentem. W tygodniu trenowałyśmy w szkole, a gdy tylko robiło się ciepło, całe weekendy spędzaliśmy w podwarszawskim Powsinie oczywiście grając w siatkówkę. W IV klasie liceum w szkole pojawiło się ogłoszenie o kursie na sędziego siatkarskiego, pomyślałam, że warto spróbować w końcu siatka to jest coś co wypełnia moje życie - a jeśli będzie można jeszcze przy okazji zarobić parę groszy będzie super. Poszłam na kurs, którego nie zdałam za pierwszym podejściem - dlaczego? Hmm wstyd się przyznać, ale okazało się, ze na kursie poznałam mojego obecnego męża. Hormony buzowały i siatkówka, choć była moją miłością zeszła na drugi plan. w drugim podejściu udało mi się uzyskać uprawnienia sędziego i oprócz amatorskiego grania, sędziowałam profesjonalne mecze siatkarskie. Moją pasję podzielał mąż, który był wówczas zawodnikiem warszawskiego MOS'u Wola. Obracając się w kręgu siatkarzy i sędziów miałam jeszcze więcej okazji do grania - co było ogromną frajdą. Razem z mężem graliśmy w różnych ligach firm tj.: Mega Sport czy Let's Go. W międzyczasie oboje zrobiliśmy uprawnienia na sędziego pilki plażowej, więc większość weekendów spędzaliśmy w pracy na plaży, łącząc pasję do siatkówki z możliwością spędzenia czasu ze sobą. Wspólnie grywaliśmy w Powsinie, razem jeździliśmy na mecze reprezentacji podczas rozgrywek Ligi Światowej. Miałam to szczęście, że mogłam połączyć miłość i pasję.


Kiedy zaszłam w ciążę (a jestem szczęśliwym posiadaczem 9 letnich bliźniaczek), moja aktywność siatkarska wygasła. Zrezygnowałam z sędziowania, a czas przeznaczony na siatkówkę po urodzeniu dzieci został zapełniony zmienianiem pieluch. :) Czy żałuję - nigdy w życiu. Mimo, że dzieci wymagają wielu wyrzeczeń - moja przygoda z siatkówką wcale się nie skończyła. Nadal jeździliśmy do Powsina na siatkówkę - mąż grał jak dawniej, a ja razem ze "szkrabami" obserwowałyśmy poczynania zawodników. Kiedy dziewczynki miały pół roku postanowiliśmy nie rezygnować z naszych kibicowskich wojaży i całą czwórką wybraliśmy się na mecz Ligi Światowej do Łodzi. Dzieci nie do końca dobrze znosiły głośną atmosferę na hali i mimo, że mąż spędził większość meczu krążąc naszym ogromnym wózkiem dookoła hali - wyjazd naprawdę był cudny. Co z tego wynika - jeśli się chce to można :)


Kiedy dzieci stały się bardziej mobilne - zamiast bawić się w zwyczajnej piaskownicy - robiły babki z piasku na boiskach do plażówki a, a zimą biegały po halach próbując odbijać piłkę tak jak to robi tata. I tak w sumie zostało do dziś - wspólnie jeździmy na plażówkę, razem kibicujemy reprezentacji siatkarzy i całą czwórką biegamy po hali na treningach taty - jeśli tylko jest taka możliwość.
W moim życiu siatkówka zagościła też pod względem zawodowym. Miałam przyjemność pracować w internetowym sklepie siatkarskim sygnowanym przez PLPS. Niestety właściciele sklepu i PLPS podjęły wspólnie decyzję o zamknięciu sklepu, więc postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i stworzyć sklepik internetowy, który pozwoli mi na kontynuowanie mojej siatkarskiej pasji - tym razem na koszulkach.



Autor: Małgorzata